Otworzyłam oczy i spojrzałam w okno. Cholera, a tak chciałam zapamiętać, co mi się śniło. Wiem tylko, że coś miłego. Świeciło słońce. Spojrzałam na zegar wiszący nad moim łóżkiem. Była prawie szósta. Postanowiłam jeszcze poleżeć, w końcu był weekend. Przymknęłam oczy. Na wspomnienie wczorajszego wieczoru, przebiegł mi po plecach miły dreszcz. Madil odprowadził mnie pod same drzwi. Na koniec zapytał, czy dałabym się kiedyś zaprosić na lody. Odpwiedziałam tylko "zobaczymy" i posłałam mu uśmiech. Nie chciałam wyjść na jakąś napaloną laskę. Oczywiście, w rzeczywistości, chciałam krzyknąć "pewnie, że dam się zaprosić". Jednak uznałam, że zabrzmiałoby to trochę desperacko.
Udało mi się jeszcze zdrzemnąć. Nie wiem jak, ale gdy się ponownie obudziłam, okazało się, że jest już prawie południe. Z niechęcią wygrzebałam się z łóżka i poszłam do łazienki. Spojrzałam w lustro na swoją zaspaną, pokrytą obrzydliwymi krostami twarz. Z obrzydzeniem zakryłam się ręcznikiem, nie mając ochoty psuć sobie humoru już do rana. A właściwie od południa. Nie pamiętam kiedy ostatni raz tak długo wylegiwałam się w łóżku. Pomyślałam jednak, że to nie wychodzi mi na dobre. Otóż, za każdym razem, kiedy tak długo spałam, coraz bardziej odczuwałam zmęczenie i senność. Mama mówi, że powinnam iść na badania. Ale wiadomo, że nie pójdę.
Ubrałam jakieś stare ciuchy. Usiadłam w fotelu i wzięłam do ręki ksiażkę, którą ostatnio wypożyczyłam z miejskiej biblioteki, aby zająć piewrwsze miejsce w konkursie "Mól książkowy". Oczywiste, że wcale nie miałam zamiaru jej przeczytać. Po prostu były fajne nagrody. Ale teraz, gdy nie miałam nic ciekawszego do roboty, bo za oknem lało niemiłosiernie, a komputer nadawał się do naprawy, postanowiłam przejrzeć powieść. Otworzyłam na ostatniej stronie (lubię znać zakończenie, zanim przeczytam całą lekturę). [...] Całą podróż leżała na jego ramieniu, a on gładził jej długie lśniące włosy. Za dwie godziny mieli się rozstać i nigdy więcej się nie zobaczyć. Po wyjściu z pociągu, Grand odprowadził Carmen na lotnisko. Przytulił ją do siebie i pocałował. "Nigdy Cię nie zapomnę" - powiedział. Po rumianych policzkach dziewczyny, spłynęły dwie wielkie łzy. Wynużyła się z jego objęć, rzuciła mu ostatnie, krótkie spojrzenie i przeszła przez bramkę odprawową. Stał tam, odprowadzając ją wzrokiem. A kiedy Carmen zniknęła w przejściu, otarł łzę i odwrócił się na pięcie. "Musisz być silny" - pomyślał i pognał w stronę dworca kolejowego, zostawiając za sobą piękne wspomnienie. Tylko wspomnienia...
"Kolejna historia nieszczęśliwej miłości" - pomyślałam z przekąsem i rzuciłam książkę w kąt. Nie miałam zamiaru czytać kolejnego, głupiego romansidła, w którym ona wyjeżdża, bo musi, a on tęskni... Ojej, ale to wzruszające. Wiele takich przypadków można spotkać i w realnym świecie, więc czego tu rozpaczać nad jedną głupią historią nieszczęśliwej miłości?! Bezsens.
Krzątałam się bez celu po domu. Nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. "Niech przestanie padać, niech przestanie!" - modliłam się w duchu. Wtem usłyszałam dżwięk komórki. Rozejrzałam się po pokoju. Dobiegał gdzieś zza łóżka. Z trudem wyciągnęłam zakurzony telefon, który miał stłuczony wyświetlacz, więc nie widziałam, kto dzwoni. Nacisnęłam zielona słuchawkę.
- Tak, słucham? - zapytałam uprzejmym tonem.
- Eee... Czy zastałam Grodlanę? - odezwał się niepewnie głos po drugiej stronie. Rozpoznałam, że to Bleno.
- Przecież to ja! - zaśmiałam się do słuchawki.
- Aaa! Cześć. Jakoś dziwnie zapytałaś, więc pomyślałam, że to twoja mama.
- Taa, a skąd ona niby miałaby mieć mój telefon?
- Nie wiem. A zresztą nieważne. Słuchaj, gniewasz się na nas jeszcze?
- Nie. Przeszło mi - uśmiechnęłam się, tak jakby ona to widziała - Po wczorajszym wieczorze... - rozmarzyłam się - Właśnie, muszę wam wszystko opowiedzieć.
- No to może spotkajmy się za godzinę u mnie, co? Zadzwonię po Chari.
- Zgoda. Lecę się przygotować, do zobaczenia!
Nacisnęłam słuchawkę, tym razem czerwoną. Telefon ponownie wylądował gdzieś za łóżkiem. Założyłam pierwsze z brzegu jeansy i czarną bluzę z nadrukiem, którego nawet nie byłam w stanie odczytać. Pognałam do szafki, aby wyjąć z niej moje czerwone trampki. Zawiązałam sznurówki.
- Tato, zawieziesz mnie do Bleno? - rzuciłam wchodząc do pokoju, w poszukiwaniu płyty z naszymi ulubionym nagraniami.
Bleno mieszkała na drugim końcu miasta. Więc oczywiste, że w taką pogodę nie chciało mi się tułać autobusami, tym bardziej chodzić pieszo.
- Dobrze, dobrze, tylko jeszcze minutka - powiedział tata, nieodrywając wzroku od telewizora.
Cały tata. Gdy tylko miał wolny weekend siadał przed telewizorem i tak spędzał cały dzień, chyba, że mama wyrywała go na jakiś spacer.
Minutka trwała kwadrans. Nawet ubierając się, tata jak zahipnotyzowany śledził losy niemieckiego gliniarza.
W końcu dotarliśmy do Bleno.
- Przyjechać po ciebie? - spytał tato.
- Nie, nie trzeba. Wrócę z Zacharią.
- No, dobrze - powiedział, z udawanym lekkim niezadowoleniem - No to pa - głęboko westchnął i odjechał. Pomachałam mu ręką.
Tak naprawdę ucieszył się, że nikt już go nie będzie odrywał od kolejnego odcinka "Nawróconych".
Zadzwoniłam do drzwi Bleno. Uwielbiałam jej dzownek, bo za każdym razem jak się go naciskało zmieniał melodię. To takie fascynujące.
Po chwili usłyszałam znajome szczekanie. To Rotfl, pies Bleno.
Czekałam dobrą chwilę zanim drzwi się otworzyły.
- O, cześć. Chari już jest. Idź do pokoju a ja zrobię herbatę.
Rotfl przywitał mnie, merdając ogonem i raz po raz naskakujac na mnie.
- Dobrze, już dobrze - pogłaskałam go po pysku i poszłam do pokoju.
- Elo, Grodi - Chari siedziała na podłodze i przeglądała stare gazety.
- Cześć - przywitałam się z nią i usiadłam obok. Rotfl natychmiast położył łeb na moich kolanach. Bardzo lubił, jak go drapałam za uchem.
Bleno wróciła, niosąc na tacy trzy filizanki z owocową herbatą. Wstałam i poczęstowałam się jedną.
- Uważaj, jeszcze gorąca - ostrzegła mnie Bleno.
- Spokojnie, lubię taką - zaśmiałam się i usiadłam ostrożnie na podłodze.
- No, to opowiadaj, co takiego się wczoraj wydarzyło - zagadnęła Chari odkładając na półkę gazetę, ze zdjęciem mężczyzny w długich włosach, z gitarą w ręku.
Czekałam na ten moment. Tak bardzo chciałam podzielić się z nimi moim szczęściem.
- Więc - zaczęłam z uśmiechem na twarzy - Wczoraj, jak wybiegłam z tej całej groty, wybiegł za mną Madil - na dźwięk tego imienia dziewczyny wymieniły przestraszone spojrzenia.
Opowiedziałam im wszystko o tym, jak mnie odprowadził, jak zaproponował lody. A one tylko wymieniały tajemnicze spojrzenia. A, gdy skończyłam zamiast usłyszeć "To, fantastycznie, Grodi!", albo "Super! Tak się cieszymy" nadal patrzyłam na ich twarze, które zamarły w bezruchu. A dziewczyny patrzyły na mnie tak... smutno. Takiej reakcji się nie spodziewałam. Myślałam, że razem bedziemy cieszyć się z mojego szczęścia.
- Dziewczyny, co jest? Nie cieszycie się? - spytałam.
- Cieszyłybyśmy się. Al... - odezwała się Bleno.
- BYŚMY?! Jak to byśmy?! - przerwałam jej. Nic nie rozumiałam.
- Nie mam pojęcia jak ci to powiedzieć - Chari patrzyła na mnie smutno - Bleno chciała ci coś powiedzieć, dlatego zadzwoniła, że mamy się spotkać. Myślała, że uda jej się cię ostrzec.
- Ostrzec?! Przed czym?
- Przed kim - sprostowała Bleno - Wczoraj podsłuchałam rozmowę Lartona i Madila. Gadali o jakimś zakładzie. Usłyszałam twoje imię. Więc postanowiłam podejść bliżej. Madil założył się z chłopakami, że... Ja nie mogę, Ty powiedz Chari - Bleno drżała.
Nie wiedziałam o co chodzi, ale chciałam jak najprędzej się dowiedzieć. Chari z niechęcia dokończyła.
- Bo on... Tzn oni, założyli się, że... że..
- Mów!
- Że Madil się z tobą umówi, bo wiedzą, że on ci sie podoba. I że będzie udawał, że ty mu też i - Chari złapała oddech - że potem da ci kosza. Bleno miała nadzieję, że za nim to zrobi już bedziesz wiedziała, dlatego chciała cię ostrzec. Ale on zaczął działać od razu. Tak mi przykro!
Spojrzałam na nie. Poczułam się tak, jakby ktoś uderzył mnie z całej siły w twarz. Ja, zawsze taka rozsądna, rozpatrująca wszystkie za i przeciw, okazałam się zwykłą naiwniarą! Dałam się wciągnąć w tę jego grę! Myślałam, że jest inny, a on okazał się zwykłym obłudnikiem!
Dziewczyny przytuliły mnie, mówiły coś. Jednak ja wpatrywałam się tępo w przestrzeń, nic do mnie nie docierało. Chciałam uciec, jak najdalej. Znaleźć się w jakimś odległym miejscu, gdzie nikt, absolutnie nikt, nie bedzie mógł mnie oglądać. Gdzie będę mogła być sama... Tylko sama...
Bierz z życia ile możesz...
... tylko nie przesadzaj. Bo w istnienu człowieka nie chodzi tylko o to, aby brać. Trzeba też dawać. Zapytasz: co dawać? Siebie samego. W przenośnym tego słowa znaczeniu. Dawać miłość, bo to ona czyni nas szczęśliwymi. Tak uważam ja. Bo dla każdego sczęście znaczy co innego. Pieniądze, sława... Ale czy te, tak zwane "wartości" dadzą Ci poczucie bliskości drugiej osoby? Nie sądzę. Ale ludzie są dziwni. Ja też...
Współtwórcy
Zobacz, polecam.
środa, 14 maja 2008
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz