Zdrastvuy tie, stworzenia boże i nieboże. ^^
Się obudziła we mnie jakaś cudowna i niewytłumaczalna chęć napisania jakichś dyrdymałów tutaj. Pewnie dlatego, że dosyć dawno mnie nie było. A powód tegoż oczywiście nie zmieniony od zeszłego razu. Ale, co się będę tu rozpisywać o przeszłości. Bowiem oficjalnie pragnę oświadczyć, że chyba pojawiła się Wena. Wróć. Nie ma tu w sumie żadnego chyba. Z całą pewnością stwierdzam, że jest! Przyszła. Coś ostatnio mnie nachodzi coraz częściej, więc nieładnie i nieuczciwie byłoby wobec Niej, gdybym nie skorzystała z okazji. Tak, więc zamiar mam stworzyć coś, co nie zawsze będzie mogło ujrzeć światło dzienne, ale co, mam nadzieję, wywoła szczery uśmiech na niektórych twarzach ;D
Profesor Koks
Wojt siedział w fotelu ubrany w szary podkoszulek. Zmęczenie po całym dniu spędzonym wśród tych obłąkanych kretynów z Kiri powoli dawało o sobie znać.Z zażenowaniem spojrzał na stertę sprawdzianów leżących na stole.
- Ja pierdolę - teatralnie załamał ręce i zaczął mruczeć sam do siebie - Czy oni myślą, że mi chce się to wszystko sprawdzać? - na jego twarzy pojawił się jakby grymas niezadowolenia a prawa brew lekko zadrgała. Kiedy uświadomił sobie, co się stało, od razu skarcił się w duchu. "Nie, nie. Mirek, pamiętaj: poker face. Żadnych niekontrolowanych ruchów twarzy - tylko wypróbowana mimika."
Po czym podszedł do lustra i zaczął się w nie tępo wpatrywać nie zmieniając jednocześnie wyrazu twarzy i powtarzając w myślach:
"Wojtek smutny. Wojtek wesoły. Wojtek zły. Wojtek szczęśliwy. Wojtek zażenowany. Wojtek przestraszony."
Kiedy skończył, wyszczerzył do swojego odbicia zęby w dzikim uśmiechu, podniósł obie dłonie na wysokość klatki piersiowej i złączył jej jedynie opuszkami palców. Zadowolony, odwrócił się na pięcie, ponownie spojrzał na stertę sprawdzianów, a zaraz potem na zegarek.
- O, słodki Jezu! - wykrzyknął - Teraz nie mam czasu na jakieś tam sprawdziany. Zaraz będzie Adi! - ostatnie zdanie niemalże wyśpiewał i tanecznym krokiem popędził do kuchni. Z lodówki wyjął słoik ogórków kiszonych i wyłożył je na talerzyk. Pokrzątał się jeszcze chwilę, raz po raz cicho pogwizdując.
Kiedy rozległ się dzwonek do drzwi, Wojt w dzikim amoku pobiegł je otworzyć, omalże się przy tym nie potykając o swoje buty. W drzwiach stał młodzieniec o włosach czarnych, jak skrzydła kruka i cerze białej jak śnieg. Nazywano ją Śnieżką. A tfe, wróć. A na imię mu było Adrian.
- Mój przyjacielu koksie! - Wojt przygarnął go do siebie w męskim uścisku.
- Cześć, prawdziwy mężczyzno!
Wojt i Adi wkroczyli do pokoju pewnym, męskim krokiem.
- Ładnie tu - odezwał się chłopak rozglądając się po mieszkaniu, podnosząc szklany wazon i oglądając go ze wszystkich stron.
- Ewa, moja żona, tu wszystko urządziła - skłamał Wojt, nie chcąc przyznawać się do swoich niemęskich, pedantycznych zainteresowań. Szybko zmienił temat.
- Napiłbyś się czegoś? - znacząco zaakcentował ostatnie zdanie i obaj zarechotali niskim basem.
- Stary, jasne.
Weszli do kuchni. Adi zauważył starannie poukłądane ogórki na talerzu.
- Ewa przygotowała tak? Stary, ale ci zony zazdroszczę.
- Tak, tak, Ewa - Wojt, spuścił wzrok i wyjął z lodówki butelkę Finlandii. Adrian tęsknym wzrokiem obrzucił zdobycz w reku swego przyjaciela.
- O, kurwa, burżuazja, stary. Gdzie masz kieliszki?
- Na dole, w szafce.
Adrian pochylił się, żeby wyjąć dwa kieliszki i usłyszał ciche kwilenie dobiegające z klapy w podłodze. Wojtek zaczerwienił się, ale udał, że nic nie dosłyszał. Kwilenie powtórzyło się, tym razem nieco głośniej.
- Co to było? - zapytał Adrian.
- Eee.. Kot? Jest w piwnicy - skłamał, ale skutecznie, bo Adrian uwierzył.
- No, to idziemy się napić - wziął kieliszki i talerz z ogórkami i już szedł do pokoju, kiedy obaj usłyszeli zachrypły głos dobiegający spod klapy w podłodze.
- Chce mi się szczaaaaaać!
- Kurwa! To też był kot?! - zapytał z wyrzutem Adi - Co ty tam trzymasz?
Wojt spuścił głowę.
- To.. moja córka.
- I Trzymasz ją w piwnicy?! - Adi wytrzeszczył oczy w zdumieniu i zaraz uświadomił sobie, że jest ważniejsze pyatnie - Ty masz córkę?!
c.d.n