Bierz z życia ile możesz...

... tylko nie przesadzaj. Bo w istnienu człowieka nie chodzi tylko o to, aby brać. Trzeba też dawać. Zapytasz: co dawać? Siebie samego. W przenośnym tego słowa znaczeniu. Dawać miłość, bo to ona czyni nas szczęśliwymi. Tak uważam ja. Bo dla każdego sczęście znaczy co innego. Pieniądze, sława... Ale czy te, tak zwane "wartości" dadzą Ci poczucie bliskości drugiej osoby? Nie sądzę. Ale ludzie są dziwni. Ja też...

czwartek, 30 kwietnia 2009

Olaboga

Tak, jakby nie było mnie prawie od roku tutaj. ;p Znaczy się, czasem zaglądałam, coś tam zerkałam, ogladałam, czytałam, ale nie chciało mi się pisać. Straciłam Wenę, która nadal nie powróciła, jednakowoż stwierdziłam, iż wypadałoby coś wyskrobać, choćby z jakiegoś tam obowiązku i dla własnej, głupiej satysfakcji. Nawet jeśli miałoby to być całkowicie bez sensu. I tak się właśnie zapowiada. Mimo wszystko, uwielbiam pisać o niczym. Daję wtedy upust moim, totalnie chaotycznym i w żaden sposób ze sobą niepowiązanym, myślom. Do tego akurat Weny nie potrzeba, a ta nadal się nie chce, choć na chwilę, przypałętać. Skubana, wredna jest. Ładnie, z niewymuszonej grzeczności, rzecz jasna, proszę ją, żeby mnie odwiedziła czasem, coś szepnęła, a ta nawet nie raczy się odezwać i powiedzieć, że nie ma mowy. Milczy, jak zaklęta. Się obraziła, czy cuś? To byłby argument, w sumie. Wenę to się powinno w jakiś inteligentny i sensowny sposób wykorzystywać, a ja raczej tego nie robiłam. No cóż, znajdę kogoś innego, kto mi podpowie, o czym i co mam pisać.

O! I na przykład znalazłam dzisiaj opowiadanie, które napisałam dla brata na polski, jakieś pół roku temu. 

O początku Świata

Na początku był Pysio. Mały, niepozorny, pluszowy miś, który nie przejawiał żadnych nadzwyczajnych uzdolnień, jak wszystkie inne zabawki. Pewnego dnia, Pysio zaczął poruszać oczami, potem rękoma, aż w końcu wstał i przeszedł parę kroków. Pluszowy miś przestraszył się Nicości, która panowała wokół niego. Wywołała w nim ogromny strach. Czuł pustkę, brakowało mu kogoś, czegoś. Uronił Łzę Tęsknoty, która spadając stworzyła ląd. Na twarzy Pysia pojawił się uśmiech. Zrozumiał, że jego Łzy mogą stworzyć, co tylko będzie chciał. Kolejno zaczęły pojawiać się pagórki, góry, lasy, jeziora, morza, rzeki. Pysio stwierdził, że jednak czegoś brakuje. Stworzył ptaki, ryby i inne zwierzęta. Był bardzo zadowolony, że przeciwstawił się Nicości, która siedziała teraz daleko i cicho łkała. Pysio jednak nadal odczuwał brak czegoś. Uronił ostatnią Łzę Tęsknoty, z której powstała Pysia. Również była misiem, ale o wiele piękniejszym od niego. W różowej spódniczce i z kokardką na głowie, wyglądała olśniewająco. Pysio chwycił ją za rękę i razem pognali w dal, aby móc cieszyć się pięknem stworzonego świata.

Masakra jakaś przecież. xD Miało być prześmiewcze, ale chyba nie wyszło. Jest raczej romantyczne... I myślę, że Wena się chyba właśnie o to obraziła. Jeśli tak, to rozumiem i wybaczam.

Teraz poopowiadam o szkole. O. Albo nie, bo do tego jest mi Wena potrzebna. xD To opowiem o.. o moim pokoju!

Nie jest duży, ale raczej przytulny. Ma jasnozielone ściany. To znaczy tapeta taki kolor ma. Moje łóżko jest czerwone z takimi kremowymi i czerwonymi kółeczkami... MASAKRA! xD 
Czuję się jak w podstawówce, kiedy trzeba było opisać swój pokoik.
Koniec. Idę sobie lulać, bo późna godzina wybiła. Adieu.

PS. Ja Ciebie potrzebuję bardzo, bardzo mocno! Przysięgam, że będę Cię kochać miłością czystą i niewinną! Nigdy Cię już nie zawiodę, obiecuję! Tylko wróć! Weno, wróć! 

1 komentarz:

Kasia pisze...

Oczywiście podczas czytania stawał mi przed oczami nie jakiś miś Tylko Ten Pysio. I wizja tego stworzenia jako Stwórcy Świata skończyła się głupawką :D Pisz tu częściej, Cycuś :*